Początki...

Mamy piękny słoneczny dzień. Jadę do Ośrodka. Rozglądając się po ławkach w mieście, czy czasami ktoś z naszych pensjonariuszy nie przysnął w parku. Jadę ulicą Krasickiego, jest 7: 30, nasz Pan Jasiu jest już w połowie drogi do przychodni lekarskiej. Wjeżdżam na teren placówki. Jak co dzień przed 8 rano wchodzę na plac R.O.P. w Radomsku. Od wejścia witają mnie pensjonariusze z uśmiechem na twarzach. Jedni szykują się do pracy, na wyjazd do pomocy naszym darczyńcom. Stoją zwarci i gotowi dopalając papierosy przed samochodem. Inni rąbią drzewo już od samego rana, ktoś zamiata, ktoś myje kuchnię polową. Zatrzymuję się na chwilę i spoglądam na budynek. Dwupiętrowa kondygnacja, odmalowana jakiś czas temu. Z komina unosi się dym -palacz nie śpi – od rana mamy już ciepłą wodę. Wchodzę do środka. Wszyscy już po śniadaniu, zabierają się za drobne prace porządkowe. Na stołówce kilka osób obiera ziemniaki na obiad. Dzień, jak co dzień. Wydawać by się mogło, że tutaj wszystko wyglądało tak od zawsze. Ośrodek dla bezdomnych na obrzeżach miasta – normalna sprawa…. Tylko jak to tak naprawdę było dziesięć lat temu? Skąd wzięła się idea Ośrodka dla bezdomnych w naszym mieście? Skąd w ogóle pomysł na Radomsko?
Remigiusz Staniszewski: Pomysł na Ośrodek w Radomsku zrodził się w Pabianicach.
Pewnego wieczoru w Pabianicach do Pana Marka Skrzymowskiego zadzwoniła znajoma z informacją: „ W wiadomościach podają: W Radomsku jest budynek po starej przychodni w opłakanym stanie. Monar Markot nie jest w stanie pomóc w remoncie i utworzenie placówki jest niemożliwe. Może mógłbyś coś z tym zrobić?”
Następnego dnia rano Pan Marek Skrzymowski wraz z Remigiuszem Staniszewskim przyjechali do Radomska (2004r) i udali się do Urzędu Miasta, gdzie w dokumentach użyczenia budynku przy ul. Sucharskiego widniał podpis - Marek Kotański. Wówczas okazało się, że Marek Kotański przed śmiercią był w Radomsku. Wraz z uczniami Ekonomika sprzątał plac i budynek. Chciał zrobić „Dom dla osób bezdomnych” po starej przychodni Mostostalu. Niestety nie zdążył...
W 2004 roku przyjechali do Radomska z Pabianic. Prezes miał ze sobą jeden rower 200 cegieł i pomysł w głowie na ośrodek dla bezdomnych. Początki były ciężkie. Nowe miasto, nowi ludzie. Trzeba było nawiązać sieć nowych znajomości. Kto pierwszy udzielił pomocy?
Remigiusz Staniszewski: Pierwszą osobą, która udzieliła nam pomocy była Pani Notariusz, która miała swoje biuro przy ul. Fabianiego w Radomsku. Byliśmy w trudnej sytuacji materialnej. Udaliśmy się do niej z prośbą o wsparcie. Podarowała nam wtedy 50zł na jedzenie. I tak się zaczęło…